Pamiętacie Walkmana? Aby go zbudować, Japończycy rozebrali zwykły magnetofon, każdą część dokładnie zbadali, zmniejszyli, udoskonalili i spakowali do małego pudełeczka. Niczego nie wymyślili tylko poprawili to, co już istniało. Podobnie jest z najmniejszą Toyotą. Zadanie było trudne, a wytyczne nie dawały pewności, że projekt się powiedzie. Japońscy inżynierowie od swoich szefów dostali tylko dwa wskazówki: samochód ma być krótszy niż 3 metry, a w środku musi oferować niespotykaną w tak małych autach ilość miejsca. Po co? Przede wszystkim po to, by przełamać monopol Smarta.
Nie wiadomo do czyjego ilorazu inteligencji odwołuje się nazwa malutkiej Toyoty, ale niewykluczone, że dumni z siebie konstruktorzy właśnie tak postanowili uczcić swój sukces. Tak, tak sukces, bo obojętnie jak iQ będzie się sprzedawać i obojętnie jaką będzie mieć cenę, tak małą przestrzeń zagospodarowali w iście mistrzowskim stylu.
Przy budowie Toyoty zrezygnowano z wykorzystania podzespołów z innych aut koncernu. Były po prostu zbyt duże. Nawet moduł klimatyzacji z Yarisa okazał się za toporny. Wszystko tworzono od podstaw. Nie obyło się bez poważnych innowacji technicznych.
Mechanizm różnicowy przeniesiono przed silnik, dzięki temu przednią oś można było przesunąć na sam skraj samochodu. Z tyłu wymyślono jeszcze coś ciekawszego. Górne mocowanie zawieszenia jest przesunięte do tyłu względem osi kół - amortyzatory zatem nie pracują w pionie. Zamiast zwykłego zbiornika paliwa, w IQ zamontowano bardzo płaski bak pod podłogą, a o bezpieczeństwo pasażerów tylnych foteli troszczy się... tylna poduszka powietrzna. W razie kolizji rozwija się miedzy tylną szybą a głowami pasażerów. Trudno się dziwić - odległość ta nie jest większa niż 5 cm.
Uśmiech zaskoczenia Gdzie kończą się granice miniaturyzacji? Już czekam na rekord świata w ilości pasażerów zapakowanych do iQ. 10, 15 może 20 osób? Wszystko to wydaje się nieprawdopodobne. Reklamy Toyoty iQ nie raz komentowaliśmy w redakcji. Naszym zdaniem przekłamywały rzeczywistość. Byliśmy pewni, że konfiguracja foteli to w najlepszym razie 3+1, gdzie "1" oznacza miejsce na niewielkie zakupy. Pierwsze spotkanie z najmniejszą Toyotą okazało się zaskakujące. Z punktu A do niezbyt odległego punktu B naprawdę da się dojechać tym autem w cztery osoby. I to w całkiem komfortowych warunkach. Hamulec ręczny przesunięto w prawo od dźwigni zmiany biegów. Dzięki temu, pomiędzy przednimi fotelami powstała przestrzeń nie na schowek, lecz na stopy pasażerów siedzących z tyłu.
Jak wobec tego jedzie się w cztery osoby? Najpierw oczywiście trzeba wsiąść. Uda się czy się nie uda? Udało się! Na twarzach całej naszej czwórki szybko pojawia się uśmiech, na mojej lekko wymuszony - masaż kolanami nie należy do ulubionych, a nie mogę przecież kierować brzuchem.
Z prawej strony jest lepiej. Pasażer z przodu może przesunąć fotel zostawiając temu z tyłu nieco więcej miejsca.
Najwygodniej jednak IQ podróżuje się we dwójkę. Pasażer może nawet rozprostować nogi. Nie przeszkadza deska rozdzielcza, ani schowek. A propos, zamiast tradycyjnego zamykanego, jest coś w rodzaju plastikowej teczki przyczepianej na zatrzaski. Całkiem pomysłowe. Coś takiego można zabrać z sobą. Jest tylko jeden kłopot. Poza teczką wielkości kartki A4 i niewielkimi schowkami w drzwiach, w iQ nie ma miejsca na telefon czy okulary.
Zastanawia także umieszczenie wyświetlacza radia i zegarka po lewej stronie prędkościomierza. Cóż, muszę chyba zmierzyć swoje IQ.
Golf we czwórkę Tam gdzie w Toyocie siedzą pasażerowie tylnych foteli, w Smarcie mieści się bagażnik. Coś za coś. W 32-litrowym kufrze iQ zmieści się najwyżej kij golfowy i kilkanaście piłeczek. Ale przynajmniej można na tego golfa pojechać w cztery osoby. W Smarcie zmieści się kilka kijów (bagażnik ma 150 litrów). Tylko co z tego, skoro pojedziemy tylko we dwójkę? To podstawowa przewaga IQ nad Smartem.
Jeśli złożymy tylne fotele, pojemność bagażnika wzrasta do przyzwoitych 240 litrów. Zakupy i to całkiem spore zmieszczą się bez trudu, kłopot jedynie w tym, że siatek nie ma o co zaczepić.
Ekologiczny komputer Do setki auto rozpędza się w 14,7 sekundy, ale pamiętajmy, że to auto typowo miejskie. Trzeba się też przyzwyczaić, że jeśli nie chcemy być ulicznymi zawalidrogami, należy zmieniać biegi najwcześniej przy 4000 obr./min. Wiąże się to bezpośrednio z wyższym niż deklarowane przez producenta spalaniem. 5,2 l/100 km trudno jest osiągnąć stosując nawet podpowiedzi komputera. Zgodnie z nimi zmianę biegu powinienem robić przy ok. 2000 obr/min. Ach ta ekologia. Piątka i 50 km/h na liczniku nikogo zatem nie powinno dziwić. Tylko dlaczego jeśli nagle wciskam mocniej gaz, "shiftlight" nie podpowiada redukcji?
Być może dlatego, że iQ nie służy do szybkiej jazdy. Producent zapewnia co prawda, że prędkość maksymalna to 150 km/h, gratuluje jednak każdemu, kto autem o rozstawie osi 2 metrów będzie próbować jazdy na czas. Tym bardziej, że zachowanie samochodu w szybszych zakrętach bywa nerwowe. Trudno się jednak dziwić. Auto jest prawie tak samo szerokie jak wysokie, a wspomniany już niewielki rozstaw osi powoduje, że na nierównościach iQ zaczyna podskakiwać jak piłeczka ping-pongowa. Na szczęście seryjnie montowany jest system ESP
Wysokie iq kosztuje Trudno uwierzyć, że za tak mały samochód trzeba zapłacić co najmniej 55 000 zł. W tej konkurencji japońska Toyota przegrywa ze Smartem, który w cenie 37 000 zł i tak wydawał się nam Europejczykom zbyt drogi. Pamiętajmy jednak, że Smart to auto dwuosobowe i o wiele gorzej wyposażone. Toyota przekonuje, że produkcja IQ nie może być tania bo, poza silnikiem, nie dzieli żadnych podzespołów z innymi samochodami marki. Jakoś mnie to nie przekonuje. Chyba lepiej od razu przyznać, że wysokie iq inżynierów kosztuje. Może stąd ta cena.