Wszyscy znają już projekt ustawy, który wprowadza nowe opłaty za zarejestrowanie po raz pierwszy w Polsce samochodu osobowego. Projekt ustawy o nowym podatku od aut przyjęło już kierownictwo Ministerstwa Finansów. Teraz czeka na obrady Sejmu. Jeżeli przejdzie - za każdy centymetr pojemności skokowej zapłacimy od 1 do 4 złotych. W przypadku "amerykańskich" silników mówimy o pojemnościach od trzech do prawie ośmiu (!) tysięcy centymetrów. Czyli nałożone przez państwo myto będzie niewyobrażalne. Zanim kolejna, delikatnie mówiąc, kontrowersyjna ustawa wejdzie w życie, mamy jeszcze kilka miesięcy. Nie ma co czekać - weźmy się do dzieła i uprzedźmy urzędników.
Zacznijmy od internetu. W ten sposób nasze koszta ograniczą się na początek do korzystania z sieci, posiadania skrzynki poczty elektronicznej i najdroższych - telefonów. Dzięki internetowi zorientujemy się w ofercie i cenach oraz dostępności interesującej nas oferty. W zależności od obiektu zainteresowania szukać możemy w ofertach dilerów, firm zajmujących się obrotem używanymi samochodami, w prywatnych ogłoszeniach i na aukcjach.
DilerzyW zasadzie nie ma żadnego problemu, aby ściągnąć nowy lub mało używany samochód od autoryzowanego dilera z USA. Wymaga to w zasadzie tylko rozmów telefonicznych, korespondencji internetowej i wpłacenia uzgodnionej kwoty. Większość dużych firm handlujących nowymi samochodami jest w stanie "podstawić" nam samochód "pod furtkę". Koszty takiej usługi mogą podnieść jego cenę nawet o 30 procent. Niezależnie od tego, w jaki sposób ściągniemy sobie auto, długotrwałe "czesanie" witryn dilerów w internecie i korespondencja mogą przynieść wymierne korzyści. U dilera znajdziemy nie tylko nowe samochody, ale także potestowe i lekko używane. Wtedy możemy zyskać od 5 do ponad 20 proc. Warto też walczyć o rabaty.
OgłoszeniaTo jedna z najlepszych form znalezienia sobie samochodu. Ogłoszenia prywatne możemy znaleźć w specjalnych bazach danych w internecie. Poza tym są w każdej amerykańskiej gazecie i specjalnych magazynach ogłoszeniowych. W większości wypadków konieczny jest kontakt osobisty - przez telefon i udanie się na miejsce w celu obejrzenia pojazdu i dokonania transakcji. Nawet jeżeli w ogłoszeniu podany jest internetowy adres do korespondencji.
AutohandelOferta komisów proponujących samochody używane jest przebogata. Tylko na hasło "samochody używane" i "New York" wyświetla się kilka tysięcy adresów internetowych oferujących na wszystkie sposoby samochody używane. Od witryn niewielkich placyków z samochodami do kilkuhektarowych komisów mających w ofercie kilkaset pojazdów. Są firmy zajmujące się antykami, a nawet ekskluzywne "butiki" z pojazdami kolekcjonerskimi. Na przykład Packardami z lat trzydziestych za setki tysięcy dolarów. Niektóre, nazwijmy to, autohandle mogą dostarczyć nam samochód do portu i załatwić wstępne formalności przewozowe. W takim jednak przypadku nikt nie da nam gwarancji, że tak się rzeczywiście stanie. Nawet jeżeli nie zostaniemy oszukani, może się okazać, że opłata za usługę będzie większa niż zakup samochodu.
AukcjeTo najtańsza forma nabycia samochodu. Na aukcjach sprzedaje się pojazdy opuszczone, przejęte przez agendy rządowe i komorników. Zdarza się, że można tu kupić sprawny i zadbany pojazd za około 100 dol. W zasadzie każdy model można kupić taniej. Problem w tym, że większość z nich wymaga osobistego stawiennictwa. W większości trzeba też płacić gotówką. Niektóre aukcje rządowe mają swoje witryny internetowe, na których można poznać aktualną ofertę i terminy kolejnych licytacji. Tych jest jednak niewiele.
Kto przypilnuje?Kiedy już wiemy, czego i za ile oczekujemy, czas rozpocząć finalizowanie transakcji. I tu rozpoczynają się prawdziwe problemy. Wirtualne zakupy i zawiezienie samochodu jest zazwyczaj drogie lub niemożliwe. Konieczny jest więc ktoś "na miejscu". W polskich gazetach z ogłoszeniami motoryzacyjnymi znajduje się wiele ogłoszeń firm, które ściągają na zamówienie samochody z USA i Kanady. Wiele z nich ma "na miejscu" swoich ludzi i dobre układy z lokalnymi sprzedawcami. Może się więc okazać, że cena pośrednika będzie taka sama jak proponowana nam przez podmiot z USA.
Decydując się na polską firmę, sprawdźmy jednak dokładnie jej referencję. Poza tym starajmy się tak skonstruować umowę, aby w miarę możliwości jak najlepiej zabezpieczyć przed ewentualnym oszustwem.
Najlepszą metodą jest samodzielne wybranie się do USA lub zwrócenie się tam do kogoś bardzo zaufanego, kto podejmie się zakupu. Każdą ofertę zdjęciową należy dokładnie sprawdzić. Tylko na miejscu znajdziemy też prawdziwe okazje. Często stoją na ulicy lub widnieją na przykład na tablicy ogłoszeń w markecie. Tylko na miejscu jesteśmy w stanie sprawdzić auto pod względem formalnym, dopilnować, czy znalazło się w porcie, i wysłać je do Europy.
Szukając auta (chyba że Ferrari, Maybacha czy starego Rollsa), oglądajmy oferty z atlantyckiego wybrzeża USA i Kanady. Często wspaniałe okazje znajdziemy na przykład w Kalifornii bądź Las Vegas. Spora odległość, jaką auto będzie musiało pokonać do portu na Wschodnim Wybrzeżu, znacznie podwyższa czasochłonność i koszta przedsięwzięcia.
Ile za przywóz?Ponad pięć metrów długości, prawie dwa metry szerokości. Ile kosztuje przywóz Cadillaca serii 62 z lat sześćdziesiątych z Wschodniego Wybrzeża do Polski:
Nowy York - Gdynia: 900-1300 dol.
Nowy York - Hamburg, Amsterdam - 600-1000 dol.
Dodatkowe opłaty: parking portowy w oczekiwaniu na fracht, holowanie samochodu do portu, dodatkowe zabezpieczenia.
ŹRÓDŁO: |  |
Kiedy samochód znajdzie się w Polsce, koszty powiększą się o:
Stawki celne:Faktura + koszt transportu + opłaty: 10 procent cła, które dodajemy do ceny samochodu, od całości akcyza i od tego jeszcze 22 procent VAT.
Podatek akcyzowy| rocznik | poj. do 2000 ccm | poj. pow. 2000 ccm |
| 04, 03 | 3,1 proc. | 13,6 proc. |
| 02 | 15,1 proc. | 25,6 proc. |
| 01 | 27,1 proc. | 37,6 proc. |
| 00 | 39,1 proc. | 49,6 proc. |
| 99 | 51,1 proc. | 61,6 proc. |
| 98 | 63,1 proc. | 65 proc. |
| 97 i starsze | 65 proc. | 65 proc. |
W przypadku "zabytków" opłaca się tylko podatek VAT. Jednak wcześniej konieczna jest wstępna ocena uprawnionego rzeczoznawcy. Bez niej nie możemy starać się w Urzędzie Celnym o zwolnienie z cła i akcyzy. Koszty oceny to 600-1000 zł. Przed jej wykonaniem trzeba pamiętać o wykonaniu zdjęć interesującego nas auta oraz przedstawieniu jak najbardziej szczegółowej historii i charakterystyki technicznej.
A może w Polsce?Po naszych drogach jeździ coraz więcej amerykańskich samochodów. To głównie "robota" Chryslera. Kolejne źródło to prywatny import, który swoje złote lata przeżywał na przełomie wieków. Wtedy wręcz modne było posiadanie auta przywiezionego na tak zwane mienie.
Kupno "amerykana" zarejestrowanego już i jeżdżącego w kraju to propozycja dla leniwych. Nie trzeba się napinać, wystarczy wyszukać sobie interesującą propozycję, kupić i po prostu przerejestrować. Na tym kończą się korzyści. Dlaczego?
Po pierwsze, możemy zapomnieć o nowych, a nawet tylko aktualnych modelach. Po drugie, oferta jeżdżących po Polsce użytków z USA jest bardzo uboga, żeby nie powiedzieć żebracza. Jeżeli jednak zdecydujemy się na taką opcję, warto się ubezpieczyć. Po pierwsze - dokładnie sprawdźmy, czy samochód nie brał udziału w wypadku. Takich jest większość. Jeżeli został źle naprawiony, to doprowadzenie go do dobrego stanu może słono kosztować. Po drugie, ważny jest stan techniczny pojazdu. Jeżeli auto jest "zajechane", bo komuś brakowało środków na serwis, to znowu pojawiają się koszty. Marnym, ale pocieszeniem jest, że naprawy "amerykanów" zaczynają być porównywalne z serwisowaniem podobnej klasy "europejczyków". Nieco odrębny problem dotyka właścicieli vanów i aut sportowych. Na przykład Chryslery Voyagery. Takie auta często pracowały w Polsce jako ciężarówki. Z tego powodu mogą być mocno zmęczone. A auta sportowe? Kto kupuje Chevroleta Camaro czy Pontiaca Trans Am, powinien wiedzieć, że jest to typowe auto weekendowe. Jeśli chce mieć coś "na co dzień", niech pomyśli o vanie lub limuzynie. W przypadku jeżdżących po Polsce aut zza oceanu nie ma też co liczyć na okazje. Takie, które będzie nas cieszyć jeszcze parę lat, to wydatek minimum 30 tys. zł. Za taką kwotę bez większych problemów nawet na naszym rynku znajdziemy satysfakcjonującego 7-8-latka. Decydując się na coś tańszego, zwłaszcza w okolicach 10-15 tys. zł, możemy być prawie pewni, że będzie to kosztowny eksperyment.
Projektowane stawki nowego podatku, czyli bat na fajne samochody.4 zł za 1 cm sześc. - auta sprzed 1992 r. (norma Euro 0)
3 zł za 1 cm sześc. - auta z lat 1992-95 (norma Euro 1)
2 zł za 1 cm sześc. - auta z lat 1996-99 (norma Euro 2)
1,5 zł za 1 cm sześc. - auta z lat 2000-04 (norma Euro 3)
1 zł za 1 cm sześc. - auta od 2005 r. (norma Euro 4)
Jak to się robi w USA?W Ameryce mało kto kupuje samochód za gotówkę. Przy niskim oprocentowaniu kredytów i rozwiniętym systemie bankowym jest to po prostu nieopłacalne. Nie mówiąc już o tym, że jest to dużo mniej wygodne niż wniesienie pierwszej raty gotówką (np. 20 proc. wartości) i późniejsze miesięczne raty po kilkaset dolarów. Aby otrzymać kredyt, trzeba jednak przedstawić dilerowi swoją historię kredytową. Historię kredytową przygotowują na nasz lub dilera wniosek specjalne firmy. Np. Equifax, gdzie na stronie internetowej można za ok. 15 dol., podając informacje o sobie, otrzymać potrzebny do uzyskania kredytu raport. Bank przygotowujący historię kredytową przyznaje klientowi określoną liczbę punktów. Od liczby tej (teoretycznie oddającej poziom ryzyka przyznania kredytu danej osobie) zależy to, jak łatwo i na jaki procent otrzymamy kredyt.
Choć z roku na rok rośnie popularność zakupów w internecie, Amerykanie nadal kupują samochody głównie u dilerów. Amerykańscy dilerzy nie oszukują klientów - w tej branży dobra opinia zbyt wiele znaczy - są jednak absolutnymi mistrzami świata w zachwalaniu swoich samochodów.
Wszystkie dobre rady jak z głową kupować samochód idą oczywiście w zapomnienie, gdy wśród dziesiątek wystawionych u dilera samochodów Amerykanin nagle zauważy "ten jedyny". W tym kraju samochód jest przecież równie ważny jak dom czy żona... Więc gdy usiądzie się za kierownicą wyłowionego w tłumie na parkingu ukochanego modelu, serce załomocze, lekko spocone, drżące ręce złapią za kierownicę, lekko i z wdziękiem trzasną drzwi, wtedy żadne ostrzeżenia oczywiście przestają mieć znaczenie.
Liczy się tylko on, bez względu na cenę, historię i prowizję dilera.
ŹRÓDŁO: |  |
Źródło: Wysokie Obroty